Pani Magdalena Brejdygant z Warszawy od czternastego roku życia cierpiała na alergie. Kolejne leki tylko nasilały ich objawy, z roku na rok zwiększając liczbę uczulających alergenów. Do tego wszystkiego pojawiła się astma. Po dwóch zagrażających życiu atakach duszności pani Magdalena usłyszała od pani profesor: „Tak już będzie dożywotnio, bo astma, jak pani wiadomo, jest chorobą nieuleczalną”.
Artykuł jest częścią cyklu prowadzonego na Wellnessday.eu: Na przekór chorobie: ZDROWIEJĘ, czyli historie osób, które nie poddały się tam, gdzie zrobiła to medycyna konwencjonalna.
Cykl prowadzi red. Agnieszka Przetak (Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.).
Agnieszka Przetak, Wellnessday.eu: Witam serdecznie Pani Magdaleno. Tak sobie myślę, że może należy podziękować pani profesor za słowa, które wówczas Pani usłyszała. To właśnie wtedy wzięła Pani sprawy w swoje ręce...
Magdalena Brejdygant: Rzeczywiście tak to chyba można zinterpretować. Bo słowa te podziałały na mnie jak zimny prysznic, wyrywając mnie niejako ze snu, z takiego bezwolnego i bezmyślnego poddawania się zaleceniom i eksperymentom lekarzy. Przez lata żyłam w przekonaniu, że są to przecież ludzie wykształceni i że to w ich rękach spoczywa odpowiedzialność za moje zdrowie. To myślenie wciąż pokutuje zresztą, podtrzymywane przez lekarzy. Mój mózg musiał chyba usłyszeć „wyrok skazujący”, żeby oprzytomnieć. Wróciłam wówczas do domu porażona i powiedziałam sobie „nie! nie zgadzam się, musi być jakieś rozwiązanie”. To było 10 lat temu. Mimo iż internet nawet w jednej setnej nie był tak popularny jak dziś, trafiłam do pani doktor holistki, homeopatki. Tam usłyszałam, że alergia to problem jelit i trzeba z nimi zrobić porządek. Wówczas w głowie mi się to nie mieściło, co ma wspólnego jelito z katarem. Zaleciła mi wycofanie z diety mleka, którego (widocznie intuicyjnie) nie znosiłam od dzieciństwa, ale z biegiem lat jakoś weszło do mojego jadłospisu. I zgodnie z zasadą, że jak się szuka, to się znajduje, tego samego roku, trafiłam na detoks do Ewy Foley. Była to, ściślej mówiąc, sokoterapia połączona z lewatywą plus intensywne warsztaty rozwoju osobistego. Wejście na drogę uzdrawiania fizycznego to automatycznie rozwój świadomości. Nie można się oczyścić tylko fizycznie, jeśli w głowie coś „trzyma”. Po pierwszym tygodniowym detoksie szok – ani objawów alergii ani śladu astmy. Od tego momentu zaczęły się moje dalsze poszukiwania i studia związane ze zdrowiem i żywieniem, a tym samym był to początek mojego samorozwoju. Można to chyba nazwać efektem domina.
AP: Jaką dietę dziś Pani stosuje? Co astmatyk może jeść, a co powinien bezwzględnie wykluczyć ze swojego jadłospisu?
Magdalena Brejdygant: Od wielu lat jestem wegetarianką. Najpierw jednak, zgodnie z zaleceniami pani doktor homeopatki, wykluczyłam mleko. Drugim krokiem było zminimalizowanie w ogóle nabiału. Zaczęłam jeść więcej warzyw i owoców. Ze względu na candidę przez dłuższy czas jadłam wyłącznie pieczywo żytnie na zakwasie i wyeliminowałam cukier. Zaczęłam się oswajać z innymi smakami. Okazuje się, że produkty, bez których nie wyobrażałam sobie życia były tylko nawykiem. Dziś moje menu to dużo surowizny, woda, kawa i herbata okazjonalnie i generalnie małe porcje.
AP: Wspomniała Pani o sokoterapii. A co z wodą i jej właściwościami?
Magdalena Brejdygant: Woda to mój konik. Sama zaczynam dzień od szklanki wody z kranu (mam filtr węglowy) i już teraz automatycznie sięgam po wodę kilka razy dziennie. Mało kto zdaje sobie sprawę, iż za tak poważnymi chorobami, jak na przykład otyłość, cukrzyca, wrzody żołądka, przepuklina rozworu przełykowego (refluks), nadciśnienie tętnicze, astma, reumatoidalne zapalenie stawów, dyskopatia czy alergie stoi odwodnienie organizmu, choć przecież wszyscy od szkoły podstawowej wiemy, że w 75% składamy się z wody, którą z wiekiem tracimy. Skąd więc ten paradoks? Może stąd, że nauka zawsze bardziej interesowała się materią, ciałem stałym, przypisując wodzie jedynie funkcje „transportowe”. Ale to jest temat na osobną opowieść. Dziś mogę natomiast polecić fantastyczne książki o wodzie i jej leczniczych właściwościach: Masaru Emoto „Woda – obraz energii życia” oraz dr Fereydoon Batmanghelidj „Your body's many cries for water” (nie ma polskiej publikacji).
AP: W trakcie terapii stosowała Pani lewatywy. Teraz również?
Magdalena Brejdygant: Przeprowadzam detoks oparty na sokach lub wodzie raz do roku na wiosnę i nie sądzę, abym miała ochotę zaprzestać tej praktyki. Lewatywa jest jego integralną częścią. Przejście na płynne odżywianie przełącza organizm na inny tryb. Zaczyna on spalać wszystkie swoje zapasy, w szczególności te zgromadzone w tkance tłuszczowej. Uwalnia się wówczas wiele toksyn, które nie usunięte szybko, mogą prowadzić do samozatrucia. I tu właśnie lewatywa jest nieodzowna. Przy tej okazji jelito zostaje odbarczone z często wieloletnich złogów, kamieni kałowych, czyli starych, niestrawionych gnijących resztek, wczepionych w kosmki jelitowe (nawet parokilogramowe okazy). I kosmki zamiast wchłaniać substancje odżywcze wchłaniają toksyny ze złogów. I tak się ma katar do jelita właśnie. Cudownym efektem ubocznym lewatywy i oczyszczenia okrężnicy jest... płaski brzuch!
AP: Astmatycy mają ataki duszności, w związku z czym raczej unikają wysiłku fizycznego. Z drugiej jednak strony całkowita abnegacja ruchowa to powolna śmierć. Jak to pogodzić? Jaki sport uprawiać?
Magdalena Brejdygant: I tu wracamy właśnie do podejścia holistycznego, całościowego, bo wszystko jest ze sobą powiązane. Dopóki alergik i astmatyk czuje się źle, ma wymęczony układ oddechowy regularnymi atakami, wywoływanymi często czynnikami zewnętrznymi (np. astma o podłożu alergicznym, uczulenie na pylące rośliny) dopóty samo wyjście z domu będzie zniechęcające, nie mówiąc już o ruchu. Dlatego warto zacząć od oczyszczenia ciała, wzmocnienia immunologii. Efekt napawa takim optymizmem i radością, że ma się ochotę i motywację do dalszych działań. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że w trakcie detoksu odczuwam taki przypływ energii, że zwiększony ruch i wysiłek jest dla mnie musem, rozpiera mnie energia. Odkąd nie dokuczają mi pyłki, napawam się przebywaniem na świeżym powietrzu – biegam, spaceruję z psem, ale też regularnie ćwiczę jogę, lubię chodzić na basen. Nadrabiam wieloletnie zaległości w tym względzie, ale tak jak mówiłam, to wszystko nie przyszło naraz i w jednej chwili. To wieloletni efekt zdrowienia, to ważne, nie należy się zniechęcać małymi czy wolniejszymi zmianami. Sama droga do pełnego zdrowia jest naprawdę fascynującą przygodą.
AP: Pani Magdaleno, ja jestem osobą zdrową (przynajmniej teraz) i nie wiem co znaczy wyjść z „nieuleczalnej” choroby, ale odnoszę wrażenie, że to tak, jakby otrzymać drugie życie. Czy tak jest? Co dziś mówi pani profesor? Zapytała o Pani metodę leczenia?
Magdalena Brejdygant: Do pani profesor nie wróciłam już nigdy, chyba mi szkoda było czasu, a może bardziej pochłaniało mnie zdrowienie niż udowadnianie komuś, że się mylił. Lekarze medycyny konwencjonalnej, których miałam okazję spotkać w życiu raczej nie są w stanie zmienić pewnych utartych poglądów na temat zdrowia czy człowieka w ogóle. Rzeczywiście trzeba by mieć sporo odwagi, żeby zanegować często dziesiątki lat swojej edukacji i praktyki. Może to kwestia dumy? Trudno powiedzieć. Za to od innego lekarza usłyszałam, że pewnie w ogóle nie miałam astmy, skoro już nie mam ataków – jak widać jakieś „ambicjonalne” wyjście z tej sytuacji jest (uśmiech).
AP: Pani Magdaleno, proszę powiedzieć na koniec czym dla Pani jest wellness.
Magdalena Brejdygant: Wellness ma taki piękny, może nieco zapomniany, polski odpowiednik – dobrostan. Dla mnie to harmonia między stanem umysłu, emocjami i kondycją fizyczną, okraszona ogromnym apetytem na życie.
AP: Serdecznie dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Agnieszka Przetak
POLECAMY
Wydaje nam się, że skoro jesteśmy dorośli, jesteśmy odpowiedzialni. Jakby ta odpowiedzialność spływała na nas w dniu osiemnastych, czy dwudziestych urodzin. Tymczasem, zbyt często i zbyt łatwo oddajemy władzę nad sobą innym. Bo tak jest wygodnie. Bo tak zalecił lekarz/prawnik/matka. Bo mamy na kogo zrzucić winę.
Kontrowersje wokół mleka i jego przetworów
Rozpowszechniona szeroko w całej populacji ludzkiej konsumpcja produktów mlecznych, wywołuje często przeciwne do zamierzonych efekty zdrowotne u wielu ludzi. Mleko i jego przetwory stwarzają środowisko sprzyjające infekcjom. Nie bez znaczenia jest też fakt, że mleko ma naturę ochładzającą i nawilżającą, co również przyczynia się do zaśluzowania organizmu. Jest ono szkodliwe również dla układu odpornościowego z tego powodu, że niestrawione białko mleka krowiego przechodzi z jelit do krwi.
Kryzysy życiowe są nam potrzebne…
Kryzys życiowy, pustka, jakiś wewnętrzny głód… Bywamy zdezorientowani, zaskoczeni, pełni zwątpienia, niespójnych, negatywnych emocji i lękliwych myśli. To przełomowe momenty naszego życia, momenty które otwierają nam drzwi do innych jego obszarów.To od nas będzie zależało, czy wyjdziemy z nich zwycięsko, czy wykorzystamy je dla naszego rozwoju.
Lew na ulicach Warszawy, czyli jak sobie radzić z lękiem
Lęk jest reakcją obronną, jednak rozumianą w kategoriach psychologicznych mechanizmów obronnych, które oddalają nas od rzeczywistości, tworzą swoisty bufor między człowiekiem a światem zewnętrznym tak, by świat był możliwy do przyjęcia. Lęk paraliżuje, zniewala, blokuje realne myślenie i działanie.
Rozwój osobisty
Dziś każdy chce być sobą i od słuchania innych na temat tego jak być sobą... jeszcze bardziej oddalamy się od siebi. Dlatego zebraliśmy dla Was 5 prostych wskazówek od eksperta na temat autentyczności Stephena Josepha, psychologa zajmującego się badaniem rozwoju człowieka.
Zdrowie holistyczne
Czy kochamy swoje własne serce? Czy umiemy o nie dbać? Oto 18 rzeczy, które możesz robić dla swojego serca. Wprowadź je w swój codzienny styl życia, a obniżysz ryzyko zapadnięcia na choroby serca o 92%.
Książki polecane
Każdy zna kostkę Rubika, charakterystyczny kształt i kolory, zabawka, która jednocześnie jest narzędziem do rozwijania umiejętności logicznego myślenia i pamięci. Kto z nas nie próbował jej kiedyś ułożyć, albo przekonać do tego kogoś bliskiego?