Ile czasu poświęcamy sobie? Jaki mamy stosunek do własnej fizyczności? Czy ubrania, makijaż i dobra fryzura sprawiają, że kochamy siebie same bardziej? Poznajcie Agatę, Katarzynę, Agnieszkę i Annę – bohaterki pierwszej części reportażu „Czy lubię swoje ciało”.
Być jak Keira Knightley
Agata ma 38 lat. Wygląda pięknie w dzinsach, marynarce, ma luźne rozpuszczone do ramion włosy. Bawi się długopisem, zerka na otoczenie. Co chwilę poprawia – to włosy, to marynarkę, to nogawki spodni.
Moje ciało to ja mówisz. Głupi tytuł. Moje ciało to nie ja, ja po prostu noszę moje ciało. Codziennie i niezmiennie towarzyszy mi, i wcale mnie to nie cieszy. Tak, gdybym mogła wolałabym mieć inne ciało. Taka Keira Knightley na przykład. Widziałaś ją? To jest ciało – szczupła, gibka. Nie kochana, ona nie jest za chuda, ona jest w sam raz.
Ja chciałabym tak wyglądać. Wtedy nie miałabym problemów co na siebie włożyć. Idę do sklepu i chcę sobie coś kupić a tam – tu kokardka, tu wstążka, tu zakładka, tu koronka. I jak ja w tym wyglądam? Jak pasztet owinięty ściśle w firankę. Nie śmiej się, jak nie nosisz rozmiaru 34 to naprawdę musisz uważać co na siebie wkładasz.
Nie mów mi, że dobrze wyglądam, bo nie wyglądam. Mam cellulit na dupie, rozstępy na brzuchu i cyckach. Wszystko mi wisi i się wylewa. Jaki mam rozmiar? Noszę rozmiar 40. No dobra – 42. Ale czasem się zdarzy, że i czterdziestka pasuje – wtedy kupuję od razu, nawet jeżeli średnio mi się podoba. Bo czterdziestka, zawsze to mniej.
Tak odchudzam się, ciąglę się odchudzam i co z tego, trzy kilo w dół, pięć do góry. Od wakacji się nie odchudzam, bo już mi się nie chce. Przynajmniej waga stoi w miejscu, nie rośnie.
Dlaczego mam zaakceptować swoje ciało? Żeby być szczęśliwą? Takie farmazony gadasz, będę szczęśliwa jak będę miała tyłek Keiry Knightley.
Moja matka? Pracuje w księgowości. Nie zmieniła garderoby od lat. Ona uważa, że to nie szata zdobi człowieka. Po menopauzie przybyło jej jakieś dziesięć kilo. A już wcześniej była gruba. Jak o tym pomyślę, to mi słabo, pewnie też mnie to czeka – to tycie po menopauzie. Zresztą, ja tyję i bez menopauzy.
Nie nie chodzę, na fitnes, nie mam czasu. Praca, dom, dwójka dzieci – myślisz, że cierpię na nadmiar czasu wolnego? Ledwie mam kiedy wyskoczyć do fryzjera czy zakupy. Tak sporo ciuchów kupuję – jak już coś znajdę, w czym nie wymiotuję na swój widok w przymierzalni, to kupuję. Matka uważa, że za dużo na szmaty wydaję, ale co ona tam wie – sama chodzi w jednym zestawie: spódnica do połowy łydki i beżowy sweterek na zmianę z szarym. Od lat to samo. Tylko musiała sobie większe kupić jak przytyła. Zresztą ona nie płaci za moje zakupy, więc niech nie gada. To prawda, że połowy tego nie noszę. Ale mam. I to mi już humor poprawia.
Mąż? Mamy osobne sypialnie. On zresztą chyba ma kogoś na boku. Seksu nie uprawiamy od lat, co ty, nie tknęłabym go nawet kijem, obleśny jest. Nie rozwiedziemy się bo dzieci, bo dom. Zresztą nie pytaj mnie o seks, nie chcę mówić o takich rzeczach.
Co bym zmieniła w swoim ciele? Weź sobie kochana wydrukuj zdjęcie tej Keiry Knightley i postaw przy moim pysku – będziesz wiedziała co. Wszystko. WSZYSTKO bym zmieniła. Nienawidzę swojego ciała, ale muszę je nosić, bo nie mam innego. Czasem marzę o tym, że biorą mnie do takiego programu, odsysają tłuszcz, robią operacje plastyczne, fryzury, bajery i wychodzę taka zjawiskowo piękna, szczupła ja, a wszystkim szczęki opadają. Tak marzę o tym.
Duży nos kariery nie robi
Katarzyna 25 lat. Blondynka, krótko ostrzyżona, energiczna. Żywo gestykuluje, co chwilę odbiera i wysyła sms-y do swojego chłopaka.
Dobrze, że są takie akcje, fajnie. Może mi to pomoże.
Czego w sobie nie lubię? O matko... mam strasznie duży brzuch, za krótkie palce u rąk i brzydkie paznokcie. Mam za małe piersi, a za duży nos. Nic tylko ten nos widać na mojej twarzy. Ale to rodzinne, ojciec też ma taki, dziadek ma, pradziadek też podobno miał. Nie wiem czemu padło w tym pokoleniu na mnie – mój brat takiego „męskiego” nosa nie ma. Wiesz, cellulit możesz schować pod spodniami, krótką talię można jakoś zamaskować ciuchami, a nosa nie zamaskujesz. Przecież nie będę w kominiarce chodzić, hehe.. Ile ja już próbowałam z makijażami i fryzurami cudów robić – właściwie co kilka miesięcy mam nową fryzurę. Raz ufarbowałam głowę na wściekłą czerwień, Arek, mój chłopak – mnie nie poznał. A ja sobie wymyśliłam, że ludzie będą się gapić na moje włosy zamiast na nos.
Jacy ludzie? No wiesz, ludzie – ludzie wokół. Mama powiedziała, że wyglądam jak pochodnia, a ojciec popukał się w czoło jak mnie zobaczył. Pół roku tak miałam, aż w końcu stwierdziłam, że to nie pomaga, że nadal i tak widać mój nos, to wróciłam do blond koloru.
Nie, Arkowi nic nie przeszkadza, ani mój nos, ani duży brzuch, ani płaskie cycki. On mnie kocha taką, jaką jestem.
Jak to czemu się przejmuję?! Wiesz facet z dużym nosem to jeszcze karierę może zrobi, ale kobieta? W życiu! Więc, że mam ten nos to nadrabiam ile się da pracowitością – w zasadzie nie pamiętam, kiedy wyszłam z firmy przed osiemnastą. Chyba w Wigilię. Nie dostałam awansu żadnego w ciągu tych dwóch lat. Pewnie myślisz, że są inni, bardziej zdolni – może i są, ale przede wszystkim są ładniejsi. Awansowała moja koleżanka – śliczna, drobna blondynka. O pięknym kształtnym nosie i wielkich oczach. Ech... Co bym chciała zmienić w swoim ciele? Nos, przede wszystkim nos. I brzuch. I te piersi, chociaż do miseczki C.
Chudych ślicznotek nie zatrudniam
Agnieszka 36 lat, właścicielka własnej firmy. Mężatka od dziesięciu lat, jedno dziecko. Wyważona, czujna. Zamawia latte i kawałek sernika.
Wiem co sobie myślisz – wielka baba i jeszcze zamawia ciasto.
No dobrze, jak nie ty, to myśli tak każdy, który przechodzi. Zawsze tak jest – jak widzisz chudego który wcina hot doga, to co najwyżej możesz się dziwić, że je w przelocie. Ale jak widzisz grubasa jedzącego cokolwiek – to się zastanawiasz, czemu on w ogóle je. Bo gruby to nie powinien. Ani bułki, ani batonika. Gruby powinien się odchudzać. Zwłaszcza gruba kobieta. A ja widzisz robię wszystkim na złość.
Kiedyś jadłam w ukryciu. Na pokaz – herbatę albo kawę. Bez cukru oczywiście. Bez śmietanki. A potem kupowałam sobie słodycze i jadłam, gdy nikt nie widział – w samochodzie, w domu, zamknięta w kuchni, nawet w toalecie! Wstyd było mi jeść przy koleżankach. Głodowałam cały dzień, a potem jadłam cokolwiek, byle szybko.
Jestem gruba, ale to geny. Moja mama też jest gruba. I ojciec. Męża też mam grubego. Nasz syn też ma nadwagę. Załatwiłam mu zwolnienie z wf-u. Po co ma się dzieciak męczyć, pamiętam jaka to dla mnie była męczarnia bieganie wśród chudzielców. On jako chłopak ma lepiej, dla grubych dziewczyn koleżanki i koledzy są bezlitośni. Ale zobacz na mnie, gruba jestem, ale jeżdżę nową toyotą, mam własną firmę i całkiem dobrze się trzymam.
Czy zatrudniam kobiety? Jasne, że tak, większość moich pracowników to kobiety. Ale powiem ci, że nie zatrudniam ładnych. Jakoś tak wydaje mi się, że ładna to głupia, bo tylko wdziękami chce sobie zjednać otoczenie. Co innego brzydule i grubaski – nie miały czym czarować, to zakuwały i stawiały na intelekt. I ja takie zatrudniam. Poza tym, co ty sobie myślisz, przecież pracuję z mężem, nie pozwolę, żeby jakaś dziunia w krótkiej kieccie podawała mu kawę!
Była taka raz co kokietowała go wprost – na drugi dzień dostała wypowiedzenie. I jeszcze wyobraź sobie bezczelnie mi powiedziała: no tak, nie dziwię się, ktoś się boi konkurencji. Konkurencji! Bezczelne babsko! Takie u mnie nie popracują. Ciche, spokojne pracowite, najlepiej szare myszy z nadwagą – złoto nie pracownice.
A ja? Widzisz, mam swoją stylistkę, krawcową, takiego menadżera wizerunku – muszę wyglądać lepiej. To kosztuje i to nie mało, ale efekt wart jest wszystkiego. Zabiegi w spa, masaże odchudzające, w końcu jestem twarzą swojej firmy. Pewnie gdybym sprzedawała środki odchudzające to bym majątku z tą figurą nie zbiła, a tak? Jest nieźle. Zresztą czy tylko chudy musi być seksowy? Zobacz na tą – co gotuje – Nigella? Zad jak szafa, a ma miliony fanów. Albo ta murzyńska aktorka Queen Latifah – kawał ciała, a jak pięknie wygląda. Kiedyś oglądałam program w telewizji, pytali czy lepiej być bogatym i grubym, czy chudym, ale biednym. Faceci odpowiadali że grubym ale bogatym. A kobiety? Chciały być chude, nawet jeśli biedne. Ja jestem gruba i bogata. Mogłabym być jeszcze bardziej bogata, czemu nie.
Czy lubię swoje ciało? Oczywiście, że nie, zapytaj grubasa czy lubi być gruby – jak powie że tak, to bezczelnie kłamie. Jak można lubić zwały tłuszczu, smród własnego potu i dyszenie przy wchodzeniu na schody. Nie można. Ale teraz jest bielizna obściskująca, są antyperspiranty i windy. Jestem gruba i taka będę. Chyba się z tym pogodziłam.
Muszę się prezentować, żeby się Krzysiek nie wstydził...
Anna, 28 lat. Nie pracuje. Jej narzeczony zarabia 'wystarczająco dużo'. Spotykamy się w ciągu połgodzinnej przerwy między jej wizytą u kosmetyczki, a wizytą u fryzjera. Piękna, dostojna, wysoko trzyma głowę.
Przepraszam, nie mam dużo czasu, muszę dbać o siebie. Jeszcze czeka mnie fryzjer a potem dwizyta u makijażystki. Wychodzimy wieczorem do znajomych, muszę się prezentować, żeby się Krzysiek nie wstydził.
Zawsze matka mi powtarzała, że trzeba wyglądać, żeby złapać mężczyznę i go przy sobie utrzymać. I to jest prawda, zawsze tak postępowałam, zawsze miałam chłopaka, bo umiałam o siebie zadbać. Wygląd to jednak nie wszystko, trzeba dbać o intelekt – codziennie czytam prasę, rozumiesz, muszę wiedzieć co się dzieje w świecie, także w zakresie kultury i sztuki, Krzysiek ma ważnych znajomych, nie mogę wyjść na kretynkę. Muszą wiedzieć, że jestem kimś. Może jak już bedę jego żoną, to trochę będę mogła sobie odpuścić, ale póki co muszę reprezentować najwyższy poziom.
Wiesz ile kobiet ugania się za Krzysztofem? On jest bardzo przystojny. Ja muszę być najlepsza, muszę mu dawać wszystko, bo inaczej pójdzie do innej. O seksie też już chyba przeczytałam wszystko, jak sprawiać przyjemność mężczyźnie na sto sposobów. No tak, moja przyjemność może też jest ważna, ale Krzyśka ważniejsza, przecież to on o nas dba, żeby niczego nam nie zabrakło, żeby nam się wygodnie żyło. Ja muszę dbać o to, żeby w domu było przyjemnie, żeby chciało mu się do domu wracać. Jego koledzy mają takie rozpasane żony i co – i mają kochanki na boku, ja do tego nie dopuszczę, Krzysiek musi być mój.
No może wybaczyłabym mu zdradę to zależy, ale wiesz, on mnie na razie nie zdradzi, bo ja o siebie dbam. Po domu nie chodzę w żadnych dresach, ani starych dżinsach, ja zawsze wyglądam z klasą. Zresztą prestiż tego wymaga – wyobraź sobie, gdyby do Krzyśka przyszli znajomi nagle – przecież nie mogę być potargana.
Jak dbam o siebie? Cztery razy w tygodniu fitness, dwa razy siłownia. Fryzjer dwa razy w tygodniu, chyba że jeszcze jest specjalne wyjście, jak dziś to wtedy na czesanie też idę. Kosmetyczka raz w tygodniu – zabiegi odmładzające, nawilżające, raz w miesiącu oczyszczanie. Żadnych węglowodanów, żadnego pieczywa. Czytałam o lewatywie, wiesz, że nawet Marilyn Monroe sobie robiła i chwaliła to na wspaniałą cerę, ale jeszcze nie mogę się do tego przekonać. Nie pijam alkoholu, bo to kalorie, poza tym Krzysiek nie lubi. Nie jadam mięsa, ale Krzyśkowi przyrządzam pieczeń, albo stek – dzwoni do mnie z pracy i mówi na co ma ochotę.
Czy bywam zmęczona? Nie, ja lubię być ważna i kochana, a to wszystko daje mi Krzysiek.
Nie wcale nie uważam, że podporządkowałam się jemu. Chciałam jeszcze studiować prawo i Krzysiek się zgodził, płaci za moje studia. Mogę się realizować dzięki niemu. Krzysiek mówi, że to dlatego, że ojciec nas zostawił mam problemy emocjonalne, załatwił mi dobrego psychologa. Czy jakiś mężczyzna dba tak o swoją kobietę? Nie sądzę. Muszę już lecieć. Pa.
Wysłuchała: Beata Mąkolska
Imiona i niektóre fakty zostały zmienione na prośbę rozmówców.
Reportaż: Czy lubisz swoje ciało?- cz.2
Grażyna: "Ludzie odkładają pieniądze na wykształcenie dzieci, mówiąc, że to jest inwestycja w przyszłość. Trzeba umieć też zainwestować w swoje własne ciało – jeżeli dziś nie będziemy o nie dbać, to jak ono będzie wyglądało za lat dziesięć, dwadzieścia czy trzydzieści?"
Druga część reportażu.
Reportaż jest częścią akcji MOJE CIAŁO TO JA, która od listopada do stycznia trwa na kobiecym portalu Wellnessday.eu. Akcja MOJE CIAŁO TO JA ma na celu zwrócenie uwagi na problem braku akceptacji własnego ciała przez kobiety i wspomóc panie w pokochaniu własnych kształtów takimi, jakie są.
Rozwój osobisty
Dziś każdy chce być sobą i od słuchania innych na temat tego jak być sobą... jeszcze bardziej oddalamy się od siebi. Dlatego zebraliśmy dla Was 5 prostych wskazówek od eksperta na temat autentyczności Stephena Josepha, psychologa zajmującego się badaniem rozwoju człowieka.
Zdrowie holistyczne
Czy kochamy swoje własne serce? Czy umiemy o nie dbać? Oto 18 rzeczy, które możesz robić dla swojego serca. Wprowadź je w swój codzienny styl życia, a obniżysz ryzyko zapadnięcia na choroby serca o 92%.
Książki polecane
Każdy zna kostkę Rubika, charakterystyczny kształt i kolory, zabawka, która jednocześnie jest narzędziem do rozwijania umiejętności logicznego myślenia i pamięci. Kto z nas nie próbował jej kiedyś ułożyć, albo przekonać do tego kogoś bliskiego?