- Szczegóły
- Redakcja Redakcja
- Opublikowano: 14 marzec 2014 14 marzec 2014
Iza Ziemińska, kolejna bohaterka cyklu Wellnessday.eu KOBIETA SUKCESU, to kobieta, dla której najważniejsze są... relacje. Relacje ze samą sobą oraz innymi ludźmi. Nic zatem dziwnego, że wraz z przyjaciółką prowadzi Pracownię Komunikacji IN&OUT, na co dzień pracując ze znanymi osobami, dbając o wizerunek firm i osób. Zainteresowanie rozwojem osobistym poskutkowało ukończeniem Szkoły Trenerów Dojrzewalni Róż. W młodości nieśmiała i niezbyt pewna siebie, dziś pewna siebie kobieta sukcesu, opowiada nam o tym, że warto iść drogą poznawania samej siebie.
Beata Mąkolska, Wellnessday.eu: Kończyła Pani studia filologiczne - jak to się stało, że filolog zajął się wizerunkiem osób, firm?
Iza Ziemińska: Przyznaję, że komunikacja od zawsze była moją pasją, zajmuję się nią już od ponad 15 lat. Studiowałam filologię angielską i zgodnie z kierunkiem skończonych studiów podjęłam się pracy jako tłumacz. W pewnym momencie jednak przekazywanie jedynie słów innych stało się to dość męczące – zdałam sobie sprawę, że chętnie powiedziałabym coś od siebie...
Gdy rozpoczynałam pracę, to był początek lat 90-tych, nie było jeszcze na rynku tak wielu osób znających języki obce, a chętne do współpracy z zagranicą firmy zatrudniały osoby mające takie umiejętności. W ten sposób trafiłam do firmy Unilever - najpierw jako asystentka w dziale sprzedaży, później pracowałam w dziale trade marketingu, a następnie zostałam kierownikiem ds. procesu innowacyjnego i konkurencji. Pracę w korporacji wspominam jako pewnego rodzaju szkołę biznesu, nawet szkołę życia, także dlatego, że dawały możliwość awansu nie tylko pionowego, ale także poziomego – co umożliwiało realizację samodzielnych projektów. W ten sposób mogłam powoli rozwijać skrzydła.
BM: Później było Radio Zet, Radio Kolor i... własna agencja. Co było tym bodźcem, dzięki któremu powiedziała Pani sobie: czas na własną firmę?
Iza Ziemińska: W pewnym momencie nastąpiły zmiany w strukturze udziałowej firmy, zatem ułatwiło mi to podjęcie decyzji. Przyświecała mi idea stworzenia takiej agencji, z którą sama chciałabym współpracować jako klient. Zawsze byłam z tej drugiej strony, występowałam jako klient, zatem znałam potrzeby i oczekiwania rynku. Dodatkowym argumentem był fakt, że pojawiła się w moim życiu rodzina - dwójka dzieci, zatem zależało mi na bardziej elastycznym czasie pracy, na większej możliwości samodzielnego dysponowania czasem.
BM: Dla wielu kobiet, także bohaterek naszego cyklu "Kobieta Sukcesu", urodzenie dziecka jest swoistym motywatorem do założenia własnej firmy. Czy w Pani przypadku też możemy o tym mówić?
Iza Ziemińska: Między moimi dziećmi jest mała różnica wieku – rok i trzy miesiące, także ja przez dłuższy czas byłam mocno zaabsorbowana opieką nad dziećmi. Oczywiście chciałam wrócić do pracy, ale jednocześnie spędzać czas z moimi dziećmi. Szukałam pracy, w której mogłabym pracować w innym wymiarze godzin niż dotychczas. Trzeba przyznać, że nie było mi łatwo znaleźć takie zajęcie, ponieważ młode matki kojarzyły się z małą dyspozycyjnością. Zdarzało się, że nie zapraszano mnie (jako matki dwójki małych dzieci) na rozmowę kwalifikacyjną i zdarzało się też, że padały pytania o to z kim zostawiam dzieci, czy mam dla nich opiekę gdy zachorują, czy jest pod ręką aktywna babcia i tak dalej... Gdy przyszłam na rozmowę o pracę w Radiu Zet, sama chciałam już jasno postawić sprawę, także wspomniałam o dzieciach... i tutaj ogromne zaskoczenie - spotkałam się z niezwykle pozytywną, ciepłą reakcją. Praca w firmie, w której pracownik i jego życie prywatne jest szanowane spodobała mi się, dlatego zdecydowałam się ponownie na pracę na etacie.
Natomiast firmę założyłam, gdy moje dzieci miały około 5-6 lat, nie były więc to już zupełne maleństwa.
BM: Wspomniała Pani, że w momencie, kiedy pisała, że ma dwójkę dzieci w CV, niekoniecznie zapraszano Panią na rozmowy kwalifikacyjne. A czy spotkała się Pani z innym traktowaniem z racji faktu, że jest Pani kobietą?
Iza Ziemińska: Pamiętam sytuację, kiedy odwołałam w ostatniej chwili rozmowę kwalifikacyjną, ponieważ syn dostał wysokiej gorączki, nie zaproponowano mi już innego terminu. Padały pytania o wiek dzieci, sytuację rodzinną, o ile wiem mężczyźni raczej z takimi pytaniami się nie mierzą. Na pewno było mi trudniej, gdy dzieci były małe – w przypadku choroby, wizyty lekarskiej, każda mama wie jakie to czasochłonne. Sama odczuwałam niezadowolenie z powodu braku własnej dyspozycyjności, a z drugiej strony chciałam być z dziećmi kiedy działo się coś ważnego.
Natomiast teraz patrząc na to z perspektywy czasu, wydaje mi się, że wiele wynikało z mojego nastawienia. Wychodząc z pracy do domu i patrząc, jak inni jeszcze pracują, nie czułam się do końca w porządku, miałam wyrzuty sumienia, kiedy zostawałam w pracy, wyrzuty sumienia dotyczyły braku kontaktu z dziećmi. Wieczne poczucie winy też na pewno było motywacją, by założyć własną firmę. Wiedziałam, że to wcale nie będzie oznaczało pracować mniej – ale przynajmniej będzie dawało mi większą elastyczność w zarządzaniu własnym czasem pracy.
BM: Na stronie internetowej Pani firmy – Pracowni Komunikacji IN&OUT można przeczytać: „Na początku żywa była w nas wiara w to, że na polskim rynku można działać uczciwie..." Zwróciłam na to uwagę dlatego, że często spotykam się z narzekaniem innych, jak to "w tym kraju ciężko jest uczciwie zarobić pieniądze". Są nawet tacy, którzy wprost mówią, iż "pierwszy milion trzeba ukraść." Panie natomiast wyszłyście z postawy otwartej uczciwości...
Iza Ziemińska : Myślę, że nie potrafiłybyśmy inaczej. My, bo mówię tutaj także w imieniu Ewy, mojej wspólniczki, wyznajemy podobne wartości, zatem droga otwartej uczciwości była i jest dla nas czymś zupełnie naturalnym. Gdyby moim partnerem zawodowym była osoba, która wyznaje zasadę, że cel uświęca środki i dąży do tego celu za wszelką cenę – prawdopodobnie nastąpiłby konflikt i rozstanie.
Mam takie głębokie przekonanie, że rozwój jest możliwy poprzez prawdziwą wymianę. Prawdziwą, czyli szczerą i uczciwą. Nie potrafiłabym zatem działać inaczej, bo sama czułabym się nie w porządku, byłoby to ograniczeniem. Łatwiej jest pracować gdy od początku jasno komunikujemy swoje potrzeby i oczekiwania, ustalamy zasady. To na co stawiamy – i ja i Ewa - to taki sposób działania, który prowadzi do zaspokojenia potrzeb wszystkich osób zaangażowanych w dany projekt - wtedy dopiero mogę mówić o sukcesie w negocjacjach.
My z Ewą zadajemy także kłam stwierdzeniu, że nie można pracować razem i się przyjaźnić – można, zdecydowanie można.
BM: Właśnie chciałam o to zapytać :) W takim razie najpierw była przyjaźń czy biznes?
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE
- poprz.
- nast. »»