Joachim Czerniak miał 19 lat kiedy wykryto u niego guza w mózgu. Badania wykazały, że był to rak szyszynki, czyli niezwykle rzadki nowotwór. Usunięcie go wiązało się ze skomplikowaną operacją, w trakcie której doszło do porażenia rdzenia kręgowego. Lekarze orzekli, że pan Joachim już nigdy nie będzie mógł chodzić. Tymczasem on w marcu tego roku wrócił z wyprawy rowerowej po Australii…

 

 

Agnieszka Przetak, Wellnessday.eu: Witam serdecznie Panie Joachimie. Historia jakich mało! Nie zapytam co czuje młody mężczyzna, gdy nagle zostaje przykuty do łóżka, bo to można sobie wyobrazić. Wolę zapytać – jak wstaje się z tego łóżka wbrew opiniom lekarzy.

 

 

Joachim Czerniak: Okres tuż po operacji pamiętam trochę jak przez mgłę. Cały ciężar emocjonalny tej choroby wziął na siebie mój Ojciec. Dzięki temu, że dawkował mi wieści o opiniach lekarzy nigdy nie straciłem wiary, że jeszcze kiedyś będę chodził. Zatem skoro nie wiedziałem, że nie mogę, nigdy nie poddałem się tym ograniczeniom. Za to z żelazną konsekwencją każdego dnia poddawałem się żmudnym ćwiczeniom i po kilku tygodniach było już widać efekty tej pracy.

 

 

 

joachimAP:  Pański tata nie tracił wiary i nadziei na to, że znów zacznie Pan chodzić. Ponad dwa lata zajęła rehabilitacja. Jak ona wyglądała?

 

 

Joachim Czerniak: Z pewnością jak każdy człowiek Tata też miał chwile zwątpienia. Nigdy tego jednak nie okazał. Ufałem Tacie bezgranicznie, chociaż z natury jestem buntownikiem. Moja rehabilitacja była niekonwencjonalna i miała wiele etapów. Pierwszym było doprowadzenie mnie do pozycji pionowej. Kolejnym – nauka chodzenia na przyrządach i pod rękę. Gdy już opanowałem chodzenie o jednej kuli, samodzielnie mogłem wybrać się do miasta. Po następnych kilku tygodniach w wyniku naświetlań straciłem 20% ze swojej masy ciała i tym samym cofnąłem się w rehabilitacji o prawie pół roku. Przy mniejszej masie trzeba było przyjąć mniej inwazyjną taktykę działania. Na krótki czas wsiadłem na rower, ale nie miałem siły na nim jeździć. Po odbudowaniu części masy mięśniowej wdrażaliśmy coraz to bardziej szalone pomysły. Na przykład: uczyłem się równowagi chodząc po dachach. Gdy już mieliśmy opracowaną koncepcję australijskiego projektu znów wsiadłem na rower, żeby się przekonać czy dam sobie z tym radę. Po 60 dniach intensywnego treningu przekroczyliśmy psychologiczną barierę przejeżdżając 100 kilometrów w ciągu jednego dnia. I wówczas wiedziałem, że obaj damy radę.

 

 

 

AP: Rowerem przez Australię. Skąd pomysł na taką wyprawę i kto, oprócz Pana i Pana taty, wziął w niej udział?

 

 

Joachim Czerniak: Obaj z Tatą wymyśliliśmy ten projekt. To było trochę tak, jak wyrzucenie koła ratunkowego za burtę statku. Tata jest żeglarzem i doskonale wiedział co robi. W pierwszej kolejności zależało nam na dużych pustych przestrzeniach do mojej rehabilitacji. Oprócz Australii braliśmy jeszcze pod uwagę jeszcze Argentynę. Jednak od strony faunistycznej Australia jest bezpieczniejsza i bardziej rozwinięta infrastrukturalnie.
W wyprawie oprócz mnie i mojego Taty wzięli udział osobisty trener, geograf, logistyk i kucharz, rehabilitantka Ewelina i kronikarz całego wydarzenia – Bartek.

 

 

 

 

 

AP: Ile kilometrów dziennie Państwo pokonywali?

 

 

Joachim Czerniak: Zazwyczaj około 70, ale były dni, że nawet 120.

 

 

 

joachim-2AP: Udało się dogonić zdrowie? Jak teraz wygląda Pańska codzienność?

 

 

Joachim Czerniak: Obecnie jestem prawie w takiej formie jak przed operacją, zatem to wyrzucenie koła ratunkowego za burtę statku przyniosło spodziewane efekty. W pierwszych dniach kwietnia aklimatyzowałem się do temperatury i innej wilgotności powietrza. Już piątego dnia po powrocie z Australii do Polski przejechaliśmy po zaśnieżonych leśnych ścieżkach pierwsze 50 kilometrów.

 

 

 

AP: Są plany na kolejną wyprawę?

 

 

joachim-3Joachim Czerniak: Pomysłów na wyprawy nam nie brakuje. Na pewno pojedziemy latem do Kaliningradu, a kto wie może nawet jesienią do USA...

 

 

 

AP: Panie Joachimie, proszę powiedzieć na koniec czym dla Pana jest wellness.

 

 

Joachim Czerniak: Nigdy nie patrzyłem na moją rehabilitację przez pryzmat encyklopedycznych terminów. Od czasu zdiagnozowania raka – zawsze chciałem być zdrowy i dbać o swoją kondycję. Filozofia wolności jaką daje rower w połączeniu z uporem w działaniu, a także wiarą w prawdziwą Przyjaźń pomiędzy mną a Ojcem zaowocowała moim obecnym stanem zdrowia. Jestem bardzo dumny z tego, co udało się nam osiągnąć i jednocześnie pełen pokory dla ulotności ludzkiego życia.

 

joachim-4

 

 

 

AP: Serdecznie dziękuję Panu za rozmowę, a naszych Czytelników zapraszam również na stronę www.joachim.allforplanet.pl 

 

 

 

Rozmawiała Agnieszka Przetak

 


POLECAMY

 

magdalena-brejdygant

Jak pokonać naturalnie astmę? Opowiada Magdalena Brejdygant, która pokonała alergię i astmę.

Pani Magdalena Brejdygant z Warszawy od czternastego roku życia cierpiała na alergie. Kolejne leki tylko nasilały ich objawy, z roku na rok zwiększając liczbę uczulających alergenów. Do tego wszystkiego pojawiła się astma. Po dwóch zagrażających życiu atakach duszności pani Magdalena usłyszała od pani profesor: „Tak już będzie dożywotnio, bo astma, jak pani wiadomo, jest chorobą nieuleczalną”.

 

 

 

 

 

 

Medyczna świadomość

Wydaje nam się, że skoro jesteśmy dorośli, jesteśmy odpowiedzialni. Jakby ta odpowiedzialność spływała na nas w dniu osiemnastych, czy dwudziestych urodzin. Tymczasem, zbyt często i zbyt łatwo oddajemy władzę nad sobą innym. Bo tak jest wygodnie. Bo tak zalecił lekarz/prawnik/matka. Bo mamy na kogo zrzucić winę.

 

Strona, na której aktualnie się znajdujesz używa plików cookies w celu poprawnego funkcjonowania. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień cookies w przeglądarce. Wiecej informacji na temat plikow cookies oraz jak je usunac zobacz strone o plikach cookie.

  Akceptuje pliki cookie na tej stronie.
wellnessday.eu