- Szczegóły
- Opublikowano: 17 czerwiec 2015 17 czerwiec 2015
Zbigniew Wołasiewicz – ceniony w Polsce i za granicą bioenergoterapeuta, który pomógł wielu osobom wrócić do zdrowia, zatrzymać rozwój choroby, także nowotworowej, walczyć z nałogami, pomagał także parom, które od wielu lat bezskutecznie starały się o dziecko. Niegdyś nauczyciel matematyki, którego dopiero własna choroba zmusiła do poszukiwania alternatywnych metod leczenia w momencie, gdy medycyna konwencjonalna dała za wygraną. Trafiwszy do księdza Góry, dowiedział się, że sam posiada dar uzdrawiania. Został więc w Izbicy Kujawskiej i uczył się pod okiem księdza-zielarza receptur i mieszanek ziołowych. Skończył później wiele kursów i szkoleń. Obecnie pacjenci zjeżdżają do niego z całej Polski, a także z zagranicy.
Tyle informacji formalnych. Spotykając się bowiem z Panem Zbyszkiem spotykamy się przede wszystkim z człowiekiem o niezwykłej wrażliwości i empatii, o bardzo silnie rozwiniętej odpowiedzialności moralnej. Człowiekiem, który zaskakuje sensytywnością, dobrodusznością, wielowymiarowymi spostrzeżeniami. Z jednej strony mamy dobro i chęć pomocy potrzebującym, z drugiej zaś ta pomoc przechodzi przez ból, cierpienie, choroby i dolegliwości. Mówi, że nie lubi opowiadać o sobie i rzeczywiście – częściej mówi o przychodzących do niego osobach, o energii, o tym co obserwuje.
- Kilka miesięcy temu przyjechał do mnie człowiek – całe życie nie chorował, pracował jako kierowca i nagle diagnoza – stwardnienie rozsiane. Choroba postępowała w bardzo szybkim tempie. Pomagam, pomagam także takim ludziom. Pomagam im łagodząc ból i stopując chorobę, aby ileś tam lat mogli funkcjonować w miarę normalnie.
Są sprawy, że może wystarczyć jedno spotkanie. A są takie sprawy, że potrzeba wielu spotkań. To zależy od człowieka i jego problemu. Nie można nic obiecywać na wyrost.
Ludzie czują Pana energię w trakcie pracy?
- Trudno powiedzieć. Niektórzy coś czują, inni nie czują nic. Po seansach ze mną mogą wystąpić różne objawy, może to być bardzo mocne pocenie się, o zmienionym zapachu potu. To normalne – stresy, choroby, wszystko nosimy w sobie i organizm zaczyna oczyszczać się. Nawet ta sama osoba może różnie się czuć po seansach. Niektórzy są niezwykle senni. Do tego stopnia, że mogą zasnąć za kierownicą. Dlatego zalecam ostrożność. Przyjechać z kimś, poprosić, żeby przywiózł, zawiózł. Zrobić sobie później dzień wolny. Bez mediów, bez telewizji. Odpocząć.
Jak to jest – leczyć w sposób niekonwencjonalny?
- Z różnymi spotykałem się reakcjami. Jedni jadą do mnie wiele kilometrów, bo chcą, żeby im pomóc. Inni mówią magik. Są tacy co nie wierzą. Przychodzą i nadal twierdzą, że nie wierzą. Był Pan, który robił badania, oglądał wyniki. Był guz, nie ma guza. On powiedział, że nadal nie wierzy. Można i tak. Ja nie namawiam. Jednak jak już się przychodzi, to warto dać coś z siebie. Chęć zmiany, chęć zdrowienia, chęć działania. Mocowanie się nie ma sensu, ja to obejdę, znajdę drogę, ale po co. Szkoda czasu. Ja daję też wskazówki, czego unikać, co warto robić. Jeżeli ludzie nie stosują się do tego, jeżeli żyją w taki sposób jak do tej pory, sami marnują swoje szanse na zdrowie.
- Dużo jest ludzi, którzy kończą jakieś kursy, naczytają się i próbują pomagać. Robią więcej szkody niż pożytku. Nie każdy nadaje się do leczenia innych. Byli u mnie i tacy, co patrzyli jak pracuję i przerywali terapię – próbowali "machać" sobie na własną rękę. Mówili, że widzieli jak ja pracuję i myśleli, że jak "pomachają" tak samo, to im pomoże. To nie jest jakieś tam machanie. Tak sobie nie pomogą. Miałem do czynienia z prawdziwymi szamanami, miałem też z szarlatani wykorzystującymi innych, robiącymi dużo bałaganu.
- Tak samo z różnymi publikacjami, książkami, filmami... Bierzmy poprawkę, patrzmy kto pisze i w jakim celu. Nie można wierzyć we wszystko.
- Choroba to zaburzenie pola energetycznego jakie nosimy. Każdy organizm ma pole energetyczne – można to zobaczyć na obrazach kirlianowskich* Nawet rośliny, kwiaty mają energię. Widać więc w tej energi słabsze miejsca.
I każdy z nas czuje trochę energię. Wchodzimy do jakiegoś miejsca i coś nam nie odpowiada. Albo poznajemy kogoś, niby wszystko jest w porządku, a jednak...
Może ta energia jest bardziej wysublimowana, ja odbieram bardziej intensywnie.
- Nauczyłem się nie dostrzegać niektórych rzeczy. Nie mówić. Bo jakie ja mam prawo, mówić człowiekowi o jego dolegliwościach? Jeden usłyszy i będzie robił wszystko, by zapobiec chorobie, a drugi położy się i nie będzie robił nic, skoro i tak "ma zachorować". Dlatego nie mówię. Gdy ktoś zapyta, to tak. Wskażę słabsze miejsca, czasem ludzie ode mnie idą na badania i okazuje się, że miałem rację. A czasem słabsze miejsca przeradzają się w chorobę dopiero po iluś tam latach.
O ile nie uda mu się jej zapobiec.
- Człowiek może sam sobie pomóc. Jeśli tylko chce. Joga, medytacja, to jest bardzo dużo jeżeli chodzi o zarządzanie energią własną.
Kiedyś na jodze poznałam sposób w jaki można opukiwać grasicę. Uwalniać te blokady.
- Grasica często jest przyblokowana jeżeli są jakieś problemy niewykrzyczane, jeżeli jest pewne zaburzenie kontaktów z otoczeniem, nieraz takie podświadome – gdy nie chcemy z kimś rozmawiać... Nie wszystko złoto co się świeci, jak to mówią. Gdy człowiek zdejmie z drugiego człowieka jedną, drugą, trzecią warstwę, to nie zawsze ten środek nam pasuje.
- Ludzie są coraz bardziej konsumpcyjni, rozczeniowi. Oczekują, żeby im dać. Szybko. Już. Teraz. Na drugim spotkaniu dziecko, które było bardzo chore, na sterydach.. - ojciec zarzuca mi, że nie pomagam, że może szkodzę, bo choroba nadal jest. A potem żona mówi, że dziecko lepiej śpi, że jest spokojniejsze. Ja nie mogę i nie obiecuję, że na pewno pomogę, że choroba zniknie. Są choroby, które ciągną się, a nie każdy stosuje się do moich zaleceń.
Tyle lat pracy, tyle lat zmagania się z różnymi, najczęściej bardzo poważnymi chorobami. Nie jest Pan zmęczony?
- Coraz częściej. Kiedyś była jedna grypa i koniec, a teraz jest mnóstwo mutacji. Choroby komplikują się, nawarstwiają. Ludzie noszą w sobie mnóstwo różnych stresów.
- Staram się odsunąć od tych problemów, jednak jest coraz trudniej. Raz że probemy ludzi są coraz trudniejsze, dwa, że także jestem coraz starszy – zmarszczki na twarzy to jedno, a zmarszczki wewnątrz ciała to drugie. Mniejsza ruchomość stawów, gorsza kondycja. Większa wrażliwość na zmianę pogody. Na starość odzywa się wszystko to, co robiliśmy za młodu – złamało się nogę w dzieciństwie – na starosć to się przypomni. Dlatego mówię - trzeba jak najwięcej dla siebie robić za młodu, ćwiczyć, dbać o ciało, o duszę, o nastawienie. Dużo łatwiej jest leczyć optymistów, niż pesymistów – a ludzi, którzy się sami napędzają w negatywny sposób, jest coraz więcej.
Wysłuchała: Beata Mąkolska
Kontakt z bioenergoterapeutą:
http://zbigniewwolasiewicz.com/
fot. http://zbigniewwolasiewicz.com/
*Siemion Kirlian był rosyjskim technikiem, który po raz pierwszy sfotografował aurę człowieka. Urządzenie którym się posługiwał nazywa się od jego nazwiska kamerą Kirliana.