Brak asertywności często jest rozumiany jako nieumiejętność powiedzenia słowa NIE. To nieco zawężone pojęcie, niemniej rzeczywiście, jeżeli nie chcemy czegoś robić, a mimo to zgadzamy się wbrew sobie – może to świadczyć o braku asertywności. Pochopna zgoda ma swoje nieciekawe konsekwencje nie tylko w postaci tego, co zobowiązaliśmy się zrobić, czy powiedzieć, ale także z powodu zadręczania się pytaniami: dlaczego się na to zgodziłam? - DRUGA CZĘŚĆ ARTYKUŁU

CZĘŚĆ PIERWSZA: 8 powodów dla których najczęściej mówimy TAK, nawet jeśli nie chcemy - cz.1

 

fot. Zdjęcie nadesłane na konkurs "Uchwycić kobiecość" można obejrzeć w galerii portalu.

 

Powód 5: ULEGŁOŚĆ wobec władzy bądź autorytetu

Powód z którym mamy bardzo często do czynienia na gruncie zawodowym. Robię tak i tak, bo szef każe, chociaż nie mam na to ochoty, albo uważam, że to głupie. Ulegamy też wtedy, gdy wierzymy, że ktoś ma więcej wiedzy na dany temat. Z tego powodu matki w gabinetach lekarskich najczęściej po prostu głupieją – wydaje im się, że lekarz ma wiedzę niemal absolutną i potulnie zgadzają się na proponowane leczenie itd., nawet jeżeli coś wydaje im się dziwne, podejrzane, nietrafione, albo nawet jeżeli czują, że nie jest to dobra droga. Autorytet w takiej sytuacji jeszcze potrafi często wyciągnąć broń w postaci wzbudzania lęku – nie ma to jak postraszyć matkę hipotetycznymi chorobami i krzywdami, jakie mogą spotkać jej dziecko. Zaś autorytarny szef potrafi powiedzieć wprost: „Nie podoba Ci się coś? Jest 5 innych na to miejsce”. Uległość wobec władzy + lęk, to kajdany, w których potrafimy żyć całymi latami.

 

Powód 6: ZOBOWIĄZANIE

Czasem jest to poczucie rewanżu, gdy czujemy się w obowiązku oddać komuś przysługę, a czasem zobowiązanie wynikające z pajęczyny wzajemnych relacji, bądź pełnionych ról społecznych (i związane z tym poczucie winy – jak pisałam w punkcie 4). W pierwszym przypadku warto pamiętać, że choć czujemy się w obowiązku oddać komuś przysługę, to nadal możemy mieć wpływ na to w jaki sposób się zrewanżujemy i nie musimy się godzić na pierwsze wymagania drugiej strony. W drugim, musimy świadomie wartościować pełnione role i związane z nimi obowiązki. Jeżeli nastoletnia córka dzwoni do Ciebie w środku nocy z prośbą o przywiezienie jej od koleżanki, bo rozmyśliła się i już nie chce tam nocować – to od Ciebie zależy czy postawić na pierwszym miejscu poczucie obowiązku wobec dziecka (i troskę) czy własny komfort. Sytuacja może wyglądać także zupełnie inaczej w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa dziecka – gdy jest to jednorazowy wyskok, zapewne będziesz zadowolona, że dziecko nie miało oporów i zwróciło się do Ciebie z prośbą o pomoc. Gdy zaś niemal dorosłe dziecko robi z Ciebie taksówkę, mimo iż poinformowałaś wcześniej, że jazdy samochodem po godzinie 23 są niemożliwe – to zdecydowanie czas popracować i nad swoją asertywnością. Poczucie zobowiązania wobec bliskich bywa nader często wykorzystywane i niestety zauważamy to dopiero, gdy spełniając prośby innych zaczynamy być coraz bardziej wyczerpani, sfrustrowani, bądź podirytowani i ktoś nam wtedy mówi: „bo ty już nie jesteś taka jak kiedyś”.

 

Powód 7:  NADMIERNE PRZEJAWY EMPATII

Osoby nadmiernie empatyczne mogą wpaść w pułapkę przedwczesnego zgadzania się na wszystko, dlatego iż od razu stawiają siebie w roli osoby szukającej pomocy, tłumacząc sobie: „ja też chciałabym aby mi ktoś pomógł w takiej sytuacji”. Nie ma nic złego oczywiście w pomaganiu innym, jednak nie poprzez nieustanne wyzbywanie się siebie. Ilekroć bowiem mówimy TAK dla innych kosztem siebie, czujemy złość i wewnętrzną frustrację. Stopniowo może narastać rozczarowanie własną osobą, a także – powolna utrata sympatii dla osoby nas „wykorzystującej”. Jeżeli jesteś bardzo wrażliwa, masz w sobie wiele empatii i otoczenie często wykorzystuje Twoje dobre serce – warto być nauczyła się stawiać granice, zwłaszcza takie, które pomogą Ci w regeneracji. Dając siebie innym, potrzebujemy czegoś w zamian – czasem jest to czas w samotności, odpowiednio długi sen, bądź rozrywka, która sprawia nam radość. Za przykład podam Agnieszkę, która miała na „głowie” dom, dzieci, działanie w lokalnej społeczności związanej ze szkołami, ogrodami i tak dalej. Wieczorami lubiła odpocząć od ludzi i w spokoju poczytać książkę w samotności w kuchni, bądź – także w kuchni – zajmować się rękodziełem. Takie samotne chwile były jej niezbędne do regeneracji o czym przekonała się, gdy została ich pozbawiona. Najpierw z wizytą na 2 tygodnie przyjechała dalsza rodzina, w związku z czym w małym mieszkaniu w ogóle nie było okazji do samotności. Potem mąż zaczął się skarżyć, że żona się przed nim izoluje i nalegał na to by wieczory spędzała razem z nim na kanapie oglądając mecze czy filmy. Samopoczucie stopniowo spadało, ponieważ Agnieszka nie regenerowała swoich sił w taki sposób, w jaki lubi, jaki jest akurat jej potrzebny. Dopiero gdy zdała sobie sprawę, że jej rękodzieło to nie jest „jakaś tam robótka”, jak to określał jej mąż, a sposób na własny relaks (tak jak dla męża relaksem było wieczorne leżenie na kanapie przed telewizorem), miała odwagę o to zawalczyć.
I tutaj kolejna wskazówka – nie zawsze to, co NAM się wydaje najlepsze dla drugiej osoby, rzeczywiście takie jest. Czasem warto zastanowić się, czy ta pomoc, wyświadczenie przysługi, rzeczywiście będzie korzystne dla drugiej strony, czy może lepiej, by ktoś poradził sobie ze swoim problemem sam. Gdy syn wiecznie zaciąga kolejne długi i zamiast je spłacać – żyje frywolnie, zarabiając jedynie na własne przyjemności, a na spłatę długów ciągle pożycza od rodziców – to odcięcie strumienia pieniędzy może być oczyszczające i stanowić bodziec do zmiany. Nie da się także ukryć, że kompletnie zmieni relację rodzic-dziecko i wywróci do góry nogami strefy komfortu wszystkich zaangażowanych – z tego względu takich zmian boimy się najczęściej.
 

Powód 8: Własne korzyści

Manipulacja przeplata się w relacjach ze wszystkimi ludźmi – o tym, czy jest to nazwane manipulacją czy nie, przeważają często intencje. Jeżeli jednak chcemy nad kimś sprawować kontrolę (potocznie „mieć baczenie”), mieć określony wizerunek własny, przewidujemy z danego określone korzyści dla siebie – to zdarza się, że zgadzamy się na coś, na co nie mamy ochoty. W ten sposób możemy zgodzić się na delegację z szefem w innym mieście, choć nie darzymy człowieka ani krztą sympatii. Liczymy jednak na to, że poza biurem łatwiej będzie o luźniejszy kontakt i rozmowę o podwyżce. Jeżeli uważamy się za kogoś ważnego, wpływowego, to możemy ulec prośbie sąsiadki o wstawieniem się za jej synem u odpowiednich osób i pomoc w zdobyciu dla niego pracy – nawet jeżeli nie mamy na to ochoty, a chcemy nadal uchodzić za kogoś kto ma władzę. Możemy również po raz kolejny zrezygnować z własnych sobotnich planów i pilnować dzieci na kolejnym spotkaniu urodzinowym, bo chcemy mieć kontrolę nad tym co dziecko je, z kim się bawi i w jaki sposób – a np. nie ufamy ojcu dziecka na tyle dostatecznie, by przejął te obowiązki.

Powodów dla których zgadzamy się na coś, na co nie mamy tak naprawdę ochoty może być jeszcze więcej i zależą one od naszych doświadczeń, przekonań, światopoglądu. Mam nadzieję, że wymienione przeze mnie główne powody sprawią, iż bardziej świadomie spojrzycie na swoje zachowanie i zaczniecie szukać asertywnych rozwiązań.

r

 

Autorka

Beata Mąkolska, trenerka rozwoju osobistego, life coach, shamanic coach, autorka, założycielka i redaktor naczelna portalu Wellnessday.eu.

Warsztaty i konsultacje indywidualne: beatamakolska.pl

 

Strona, na której aktualnie się znajdujesz używa plików cookies w celu poprawnego funkcjonowania. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień cookies w przeglądarce. Wiecej informacji na temat plikow cookies oraz jak je usunac zobacz strone o plikach cookie.

  Akceptuje pliki cookie na tej stronie.
wellnessday.eu