Marketing farmaceutyczny kryjący się pod pojęciem uświadamiających kampanii społecznych czy zdrowotnych, wmawia nam że to różnych nowotworów powinniśmy się obawiać, albo depresji, albo innych chorób, do których leczenia (tak, leczenia, a nie wyleczenia) potrzebujemy lekarstw. Tymczasem najwięcej ludzi umiera z powodu... błędów w sztuce lekarskiej. Trudno w to uwierzyć?



Dr Warren Sipser oraz Andi Lew, autorzy książki 7 rzeczy o których nie powiedzą Ci lekarze - Andi Lew, Warren Sipser, przytaczają zatrważające statystyki – otóż z powodów błędów w sztuce lekarskiej tylko w 2001 roku zmarło 783 936 mężczyzn, kobiet i dzieci. Dla porównania – nowotwory uśmierciły wtym czasie 553 251 osób, zaś choroby serca 699 697.

Błędy w sztuce lekarskiej otrzymały nawet swoją nazwę: jatrogenia. Do jej form zalicza się np. złą diagnozę, zaniedbania i niewłaśiwy sposób postępowania w określonych przypadkach, pomyłki lekarskie i chirurgiczne, dobór nieodpowiednich leków, nadużycie lekarstw prowadzące do odporności antybiotykowej. Taki stan rzeczy nie jest jedynie winą lekarza – już cały system kształcenia medyków, w dużej mierze sponsorowany przez koncerny farmaceutyczne, a także administracyjne procedury powstające w placówkach medycznych, przyczyniają się do wielu nieszczęść. Autorzy ksiażki cytuają także raport powszechnie znanej, prestiżowej Kliniki Mayo, w którym wskazano, że 50% wszystkich rozpoznań przeprowadzanych przez personel jest błędnych, a 50% przepisywano złe leki.

Już John Virapen w książce "Skutek uboczny śmierć", znający przemysł farmaceutyczny od podszewki, ponieważ sam był jego elementem składowym osobiście wręczając łapówki krajowym konsultantom od których zależała opinia umożliwiająca dopuszczenie leku do obrotu, także już sam John Virapen opisuje jakie kilkanaście lat temu (a cóż dopiero dziś) systemy informatyczne w swoich gabinetach mieli lekarze. Otóż lekarz wklepuje objawy podawane przez pacjenta (np. Ból głowy, duszności itd), a następnie system komputerowy proponuje mu lekarstwa wpisując je automatycznie na komputerową receptę, która jest następnie drukowana. W ten sposób kilkoma kliknięcami pacjent jest obsłużony, przy minimalnej (bądź żadnej) uwadze lekarza. Dostajemy receptę, wykupujemy leki i faszerujemy się lekarstwami. Mało który lekarz chce (!) i jest w stanie (choćby czasowo, nie mówiąc już o posiadanej holistycznej wiedzy) spojrzeć na człowieka całościowo wiedząc, że duszności, katar czy stan zapalny nie jest jedynie kwestią przepisania leku łągodzącego objawy.

7-rzeczy-ksiazka-w-naszym-sklepie
Błędy lekarskie, złe diagnozy, "leczenie" które truje organizm – nie jest jednakże niczym nowym. Przypomnijmy tutaj książkę "Jak nas dawniej leczono", której treść przyprawia o zawroty głowy. Lekarze byli wręcz szkoleni do tego by się do swojej wiedzy nie przyznawać. Eksperymenty na pacjentach cały czas dochodzą do opinii publicznej, choć niestety media nie poświęcają im zbyt wiele uwagi. Wszak to przecież reklamodawcy stoją za aferami – a każdego jesienno - wiosennego sezonu od reklam farmaceutyków na grypę i przeziębienie aż się roi (nie mówiąc już o farmaceutykach na zgagę, depresję, wzdęcia i inne dolegliwości, które można wyeliminować zupełnie naturalnymi sposobami, zamiast obciążać wątrobę i organizm dodatkową chemią). Zatem media jakże często milczą, bądź podają niewiele lakonicznych informacji, aby nie siać paniki.

Nawet WHO, w którym często zasiadają wątpliwej jakości eksperci (bywa, że są to te same nazwiska, które wcześniej można było zobaczyć w zarządach czy na stanowiskach kierowniczych w firmach farmaceutycznych, bądź produkujących dodatki do żywności itd – tutaj odsyłamy choćby do ksiażki dr Hans-Ulrich Grimm – Jedzenie czy trucizna), przyznało, że  każdego roku miliony ludzi umiera z powodu błędów medycznych, infekcji i powikłań. (więcej tutaj:Pobyt w szpitalu - to ryzyko infekcji, a nawet śmierci - raport WHO)


Zapominamy, że za własne zdrowie jesteśmy odpowiedzialni my sami. Nie czytamy etykiet nie tylko od produktów spożywczych, ale i od leków. Niedawno pisaliśmy, że popularny lek dla dzieci na zbicie gorączki może powodować wysypki przez dodatek barwnika toksycznego. W ten sposób po przeziębieniu dziecka możemy wylądować u alergologa czy dermatologa, który jakże szybko "poratuje" nas maścią ze sterydami. Eksperymenty medyczne trwają nadal - przypomnijmy chociażby sprawę ze szczepionkami HPV, które za sprawą niewiedzy bądź lekkomyślności rządzących będą testowane na polskich dziewczynach - na świecie jest to wycofywane poprzez tragiczne skutki uboczne - a u nas właśnie wprowadzono ją do kalendarza szczepień (więcej: Szczepionka przeciw HPV - niebezpieczna, o nieudowodnionej skuteczności, toksyczna i ...obowiązkowa tylko w Polsce!)

 

Pamiętajmy zatem, że nasze zdrowie zależy od nas i nie oddawajmy go bezmyślnie w ręce kogoś, kto teoretycznie ma uprawnienia by leczyć. Leczyć, nie znaczy wyleczyć – i tą różnicę w znaczeniu powinniśmy potraktować DOSŁOWNIE. Może gdyby lekarz miał płacone za zdrowych pacjentów, a nie za chorych, dzisiejsza medycyna wyglądałaby zupełnie inaczej.

 
Warto przeczytać: Medyczna świadomość

 

Strona, na której aktualnie się znajdujesz używa plików cookies w celu poprawnego funkcjonowania. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień cookies w przeglądarce. Wiecej informacji na temat plikow cookies oraz jak je usunac zobacz strone o plikach cookie.

  Akceptuje pliki cookie na tej stronie.
wellnessday.eu