- Szczegóły
- Opublikowano: 17 lipiec 2011 17 lipiec 2011
Osiem lat pracy w korporacji zostawiła za sobą, ponieważ zawsze marzyła o własnym biznesie. Własną firmę stworzyła po to, żeby samodzielnie zarządzać czasem, mieć więcej czasu dla dzieci i rodziny, a także móc realizować własne plany biznesowe. Maria Braun, spełniona mama trzech dziewczynek, szczęśliwa żona, właścicielka sklepu z drewnianymi zabawkami dla dzieci Drewniaczek.eu.
Beata Mąkolska, Wellnessday.eu: Od pracy w korporacji do własnej firmy... Przypadek czy świadoma decyzja?
Maria Braun, Drewniaczek.eu: Od wielu lat wiedziałam, że chciałabym mieć własną firmę. Nie wiedziałam jednak w jakiej branży. Pomysłów było wiele. Padło na Drewniaczka, bo wówczas miałam dwójkę małych dzieci i okazało się, że nie ma w Internecie sklepów z zabawkami drewnianymi. Znalazłam więc niszę, którą postanowiłam zapełnić!
BM: A skąd pomysł na drewniane zabawki?
Maria Braun: Dzieci świetnie się bawiły w wozie drabiniastym u teściów. Od dłuższego czasu szukałam pomysłu na biznes i ta radosna zabawa natchnęła mnie pomysłem założenia sklepu z zabawkami drewnianymi. Początki były trudne, moja młodsza córka (dziś środkowa) miała wówczas 2 miesiące. Każdą chwilę kiedy spała wykorzystywałam na szukanie dostawców, wybór oprogramowania i logo. Z logo było sporo problemów, bo chciałam żeby było idealne, wymarzone… ale taki opis logo nie był wystarczający, żeby grafik był w stanie zrobić projekt… W końcu udało się jednak uzyskać logo moich marzeń – do dziś mi się podoba i bardzo je lubię.
BM: A pierwsi klienci?
Maria Braun: Pierwsi klienci byli bardzo spontaniczni – zachwyceni, że mogą nareszcie kupić zabawki drewniane, takie jakie pamiętają z dzieciństwa. Właśnie oni dodawali mi sił. Szczerze powiem, że bywało ciężko. Większość producentów nie udostępniała wówczas zdjęć produktów, przez co po nocach fotografowaliśmy z mężem zabawki, a potem obrabialiśmy zdjęcia w komputerze. Teraz na szczęście trochę się to zmieniło.
BM: I po dwóch latach działalności została Pani wyłącznym importerem kilku marek zabawek drewnianych. Pani firma wciąż rozwija się w dość szybkim tempie. Czy trudno jest prowadzić własną firmę w Polsce? Zwłaszcza samodzielnie?
Maria Braun: Zanim założyłam Drewniaczka miałam wiele różnych innych pomysłów, ale faktycznie zawsze myślałam o tym, żeby mieć wspólniczkę. Razem wydaje się raźniej, można z kimś pogadać, ustalić. Drewniaczka prowadzę sama, mam pracowników, ale nie mam wspólnika, i wcale tego nie żałuję. Zawsze mogę poradzić się księgowej, znajomych. Wydaje mi się, że większość osób boi się podejmowania takich wyzwań w pojedynkę.
BM: Oprócz wielkiej odwagi, nierzadko trzeba dysponować także kapitałem. Jak to było w Pani przypadku?
Maria Braun: Wielkich pieniędzy nie miałam, ale jednak na rozkręcenie Drewniaczka przeznaczyłam około 40-50 tys. złotych. Wielu osobom wydaje się, że biznes internetowy można prowadzić bezkosztowo, nie mieć towaru w magazynie, tylko zamawiać to, co się sprzeda. A tak nie jest. Inwestycja jest konieczna.
BM: A jaka jest świadomość Polek dotycząca zabawek dla dzieci i ekologii? Czy drewniane zabawki wróciły do łask? Czy są lepsze od plastikowych chińskich "cudaków"?
Maria Braun: Świadomość Polek jest coraz większa. Moda na zabawki drewniane idzie z Zachodu. Mamy Klientki, które kupują swoim dzieciom wyłącznie zabawki drewniane, bo już są do nich przekonane, ale mamy bardzo dużo Klientów, którzy przychodzą do nas i są zaskoczeni, że z drewna można zrobić takie piękne rzeczy. Nadal sporo osób z drewnianą zabawką kojarzy głównie najzwyklejsze klocki drewniane. A u nas są owoce, warzywa, samochody, tostery, mikrofalówki, i wiele, wiele innych produktów. Zabawki drewniane najczęściej nie hałasują, za to działają na wyobraźnię dziecka. To dziecko ma wyobrazić sobie jaki dźwięk może wydawać lokomotywa, albo toster. Myślę, że w dobie silnych impulsów, którymi dzieci zewsząd są atakowane – telewizja, komputery, głośna muzyka, ciągły pęd... - zabawki drewniane zapewniają spokojny, harmonijny rozwój.
BM: Wiele kobiet marzy o własnym sklepie internetowym, ale nie do końca wiedzą jak to wygląda „w praktyce”. Gdyby miała Pani tak po krótce powiedzieć, jak wygląda Pani typowy dzień pracy?
Maria Braun: Rano rozwożę córki do przedszkola (dwie) i do żłobka (jedną). Następnie trzy razy w tygodniu staram się pójść na siłownię, a stamtąd do biura. W dni bez porannych sportów jadę prosto do biura. Ustalam z pracownicami pracę na cały dzień i sama też pracuję – zlecam przelewy, szukam nowych Klientów, zajmuję się marketingiem i PRem własnej firmy, szukam partnerów do współpracy i cały czas myślę o rozwoju firmy. Około 15:30 odbieram dzieci z przedszkola i żłobka, zawożę na zajęcia dodatkowe dwa razy w tygodniu. Razem gotujemy obiad, a potem zostaje jeszcze trochę czasu na wspólne wyjście na rower, hulajnogę, rolki, czy na plac zabaw. Od pewnego czasu staram się już wieczorami nie pracować, a za to zrobić coś dla siebie.
BM: A Pani najmocniejsze cechy charakteru?
Maria Braun: Przede wszystkim pracowitość – przez pierwsze trzy lata Drewniaczka, chodziłam spać koło północy, bo tyle było spraw do załatwienia. Następnie umiejętność szybkiego podejmowania decyzji – przy współpracy z dużymi firmami zawsze mówię – ja decyzje podejmuję szybko – nie musi się u mnie zbierać zarząd, ani Rada Nadzorcza, żeby zdecydować nawet o najważniejszych sprawach. Zauważyłam, że dla dużych firm jest to szokujące. I nie boję się pracy – nawet ciężkiej, fizycznej. Gdy przyszedł do nas pierwszy kontener Plan Toys rozpakowaliśmy go w 3 osoby – mój mąż, zaprzyjaźniony kurier i ja. Żar lał się z nieba, ale nie było wyjścia. We własnej firmie są sytuacje, że się człowiek nie zastanawia – po prostu ciężko pracuje i już.
BM: Zatem, gdyby miała Pani wymienić 10 cech, jakie powinna posiadać kobieta, która prowadzi własną firmę, to jakie by to były cechy?
Maria Braun: Pracowitość, pracowitość, pracowitość. A także zdecydowanie, umiejętność podejmowania szybkich decyzji, samodyscyplina, kreatywność, odwaga do tworzenia rzeczy nowych, doskonała organizacja pracy, dystans do samej siebie i poczucie humoru. Gdy mężczyzna ma trudność z określeniem warunków współpracy lub podjęciem decyzji mówię: „pogadajmy jak mężczyźni”. Wówczas słyszę śmiech, i decyzja zapada bardzo szybko.
BM: Czy spotkała się Pani z pojęciem Wellness?
Maria Braun: Nie spotkałam się wcześniej z pojęciem Wellness, ale mam wrażenie, że wdrażam je w moim życiu od co najmniej roku. Sporty to jedno, drugie – to spotkania ze znajomymi, a kolejna sprawa to robienie sobie drobnych przyjemności. W zeszłe wakacje, gdy dzieci z mężem były nad jeziorem miałam ochotę zjeść coś dobrego. Przypomniał mi się z dzieciństwa mój przysmak – budyń czekoladowy! Dalsza myśl – lubię tę skorupkę na wierzchu budyniu. Czemu nie zrobić sobie przyjemności? Ugotowałam budyń i wylałam go na szklaną blaszkę do tarty! Zrobiła się sama skorupka. Cieszyłam się jak dziecko. A moja przyjaciółka, której to opowiedziałam do dzisiaj twierdzi, że była to kwintesencja mojego charakteru – nieszablonowy pomysł, szybka realizacja, buzia uśmiechnięta i radość z życia. Grunt to cieszyć się małymi sprawami – jak dziecko!
BM: Dziękuję serdecznie za rozmowę.
Polecamy:
Wywiad jest częścią akcji „KOBIETA SUKCESU”. W każdej odsłonie cyklu artykułów "KOBIETA SUKCESU" prezentujemy sylwetkę kobiety, która z sukcesem prowadzi własny biznes, a jednocześnie – nie zapomina o sobie, najbliższych i zwraca uwagę na zdrowy styl życia. Cykl potrwa do września 2011 na łamach portalu dla kobiet Wellnessday.eu
Patroni medialni cyklu: